Poczta Polska

Zastanawiałem się chwilę nad tytułem dla tego wpisu. Chciałem wymyślić jakiś błyskotliwy kalambur językowy kojarzący się z Pocztą Polską a jednocześnie oddający pełnię grozy, jaka może stać się udziałem jej klientów. Ale po chwili stwierdziłem, że nie ma sensu. Nazwa “Poczta Polska” sama w sobie zawiera wystarczający ładunek grozy.

Dość długo zwlekałem z opisaniem tej historii. Dopiero wczorajsza publikacja portalu Alert24 skłoniła mnie do zakasania rękawów i skreślenia paru gniewnych akapitów. A jest się na co gniewać.

1. maja zamówiłem sobie u wydawcy książkę. Przelałem pieniądze na konto i już następnego dnia otrzymałem e-mailem wiadomość o wysyłce. W dwa tygodnie później książki wciąż nie było. Wydawca rozkładał ręce – wysłał na pewno. 18. maja znalazłem wreszcie w skrzynce… nie, nie książkę. Gdzie tam. Awizo. Chcąc nie chcąc pofatygowałem się do urzędu pocztowego przy ul. Domaniewskiej na stołecznym Mokotowie. Po odstaniu swojego w kolejce mogłem wreszcie wręczyć awizo panience z okienka.

Panienka z okienka bez słowa zniknęła w przepastnych trzewiach urzędu pocztowego by po około pięciu minutach chodzenia w te i wewte wrócić – bynajmniej nie z książką, ale z jakimś świstkiem.

- Ta paczka jest uszkodzona, będzie pan musiał protokół podpisać, żeby odebrać.
- A co jest w tym protokole?
- Że nie zgłasza pan zastrzeżeń do stanu paczki, bez tego jej Panu nie mam jak wydać.
- Ale ja przecież nie widziałem tej paczki!

Paczka się znalazła. Owinięta w czarną folię przywodzącą na myśl worek na trupa. Oczywiście oklejona szczelnie – jak wyglądała książka, nie dało się stwierdzić.

- Niczego nie podpiszę, dopóki nie zobaczę jak wygląda moja przesyłka! – zbuntowałem się.
- Ale ja nie mogę rozpakować, dopóki nie podpisze pan protokołu!
- A czy ja mogę rozmawiać z pani przełożoną?

Miejsce panienki z okienka zajęła trochę starsza panienka, o inteligentniejszym, ale i bardziej zaciętym wyrazie twarzy. Oczywiście okazało się, że mogę obejrzeć zawartość paczki przed podpisaniem protokołu. Po wypakowaniu z “worka na zwłoki” książka wyglądała tak:

Książka była pomięta, okładka była porwana – a właściwie przetarta. Moja paczka ewidentnie wkręciła się w tryby jakiejś pocztowej maszynerii.

- Zniszczyliście mi książkę.
- Ja nic panu nie zniszczyłam!!!
- Dobrze więc: poczta zniszczyła mi książkę. Oczywiście, że nie podpiszę żadnego protokołu, w którym będzie napisane, że odbieram książkę bez zastrzeżeń.
- Jeśli złoży pan reklamację, to nie mogę panu wydać książki.
- I co się wtedy dzieje?
- Książka pójdzie do ekspertyzy a pan może dostanie zwrot jej wartości.

“Zenarchia” nie kosztowała mnie dużo. Dwadzieścia parę złotych razem z wysyłką. Za to czekałem na nią już porawie trzy tygodnie i nie byłem w stanie pogodzić się z faktem, że mam bez niej wrócić do domu i czekać miesiąc czy dwa aż może poczta łaskawie zwróci mi pieniądze. Postanowiłem, że książkę zabiorę ze sobą, ale myśl, że mam ją odebrać bez zastrzeżeń doprowadzała mnie do pasji. Zacząłem wczytywać się w ów “Protokół o uszkodzeniu, ubytku lub zepsuciu zawartości przesyłek pocztowych”.

Dowiedziałem się z niego przede wszystkim, że winę za zniszczenie książki ponosi nie Poczta Polska, lecz nadawca. W rubryce “Przypuszczalna przyczyna uszkodzenia” wpisano bowiem: “brak świadczeń “ostrożnie”, cienka koperta”. Natomiast w rubryce “Oświadczenie placówki pocztowej czy opakowanie i zamknięcie przesyłki odpowiadało / nie odpowiadało przepisom o przesyłce” wybrano odpowiedź: “nie odpowiadało” i dopisano “słabe zabezpieczenie”.

Książka zapakowana była w zwykłą kopertę i oklejona brązową taśmą. Wielokrotnie wysyłałem i odbierałem dokładnie tak opakowane książki. Zresztą – koperta bombelkowa i tak nie ochroniłaby książki przed spadnięciem z taśmy (bądź ciśnięciem gdzie nie trzeba) i wkręceniem się w maszynę.

Ale Poczta była niewinna. Maszyna była niewinna. Książka została uszkodzona przez tę nieszczęsną cienką kopertę.

Na końcu protokołu znalazłem trzy możliwości. W tym jedną, o której gniewna pani użędniczka nie raczyła mi wspomnieć. “Przesyłkę przyjmuję a. bez zastrzeżeń b. z zastrzeżeniem wniesienia roszczenia o odszkodowanie” i opcja trzecia “Odmawiam przyjęcia przesyłki”.

- To znaczy, że mogę odebrać przesyłkę teraz i domagać się odszkodowania?
- Nie.
- Ale tak tu jest napisane!

I tu gniewna pani urzędniczka oświadczyła z marsową miną coś, co już całkowicie mnie rozłożyło na łopatki:

- Bo może pan tą książkę teraz wziąć i z tym protokołem zgłosić potem reklamację, ale i tak jej nie uwzględnimy!

Osłupiałem. Trzęsącymi się już rękami zgarnąłem paczkę, zaznaczyłem w protokole opcję “b” i nim odszedłem od okienka zapytałem jeszcze:

- Poczta zniszczyła moją własność, próbowała mi pani wmówić, że nie mam możliwości dochodzić swoich praw, próbowała pani ze mnie zrobić głupka. Czy ja chociaż usłyszę “przepraszam”.
- Dopóki przesyłka nie zostanie wydana to nie jest pana własnością!
- Nie usłyszę przepraszam? – postanowiłem udać, że nie słyszałem jej poprzedniej wypowiedzi.
- No przecież przepraszam! – wydarła się pracowniczka Poczty Polskiej na klienta, któremu właśnie wydała jego zniszczoną paczkę.

Z urzędu wyszedłem z solidnym bólem głowy, odprowadzany nienawistnymi spojrzeniami ze wszystkich okienek. Przytomnie zarządałem jeszcze tylko kserokopii podpisanego przez siebie protokołu. A teraz wszystkich proszę, by książki wysyłali do mnie poleconym – nigdy paczką. Polecone trafiają do innego urzędu. Na Domaniewskiej, autentycznie boję się zemsty.

Kiedy więc Poczta Polska zniszczy twoją paczkę, przygotuj się, że panienka z okienka będzie Ci próbowała wmówić, że nie masz żadnych praw, że wszystko jest winą nadawcy i pewnie również Twoją a nim uda Ci się wyrwać im z zębów swoją własność, zdążą na Ciebie nakrzyczeć.

  • Facebook
  • RSS
  • Twitter
  • Wykop
  • Gwar

2 Comments

  1. dagrosso :

    sie 29, 2008 15:04 |

    Zgadzam się z Tobą w 100% to jedna z moich najbardziej znienawidzonych “firm” obok PKP. Najbardziej nie lubię, kiedy stoję w kolejce 20 minut z blankietem przelewu, a pani w okienku mi mówi, że muszę jeszcze raz to wypełnić, bo wyjechałem poza kratkę. Myślę sobie, w jakim ja kurwa kraju żyję. Najbardziej skostniała i potrzebująca prywatyzacji instytucja w Polsce.

  2. Pomian :

    paź 15, 2008 13:28 |

    Cała ta sprawa ma zabawny finał. Powyższa relacja została opublikowana na portalu Alert24. W nagrodę za publikację, Agora S.A. sprezentowała mi ładnie wydanego “Cesarza” Kapuścińskiego. Książkę, oczywiście, przesłali mi pocztą. O ironio – doszła na następny dzień – cała i zdrowa.

Pings & Trackbacks

eremis.wordpress.com,

Dodaj komentarz


XHTML: You can use these tags: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Home | RSS | alterBlog | © Wojciech Mroczek 2006 - 2010